nie każda reklama w portalu społecznościowym jest skazana na porażkę. Sprowadzanie hipotetycznego asortymentu do sprzętu RTV oraz usług finansowych jest głupie. Reklama może podążać za Chwilowym Stanem Emocjonalnym i pokazywać np.: realne bary, napoje, wydarzenia czy wycieczki randkowe, muzykę, koncerty, produkty przydatne przy nawiązywaniu kontaktów, jak telefonów komórkowych (iPhone), etc. Oczywiście nie wszystkie portale to rozumieją, niemniej jednak chodzi o logikę wywodu, a nie stan faktyczny.
Masz całkowitą rację z tym i ze sprzedażą rozrywki... sęk w tym, że czołówka serwisów społecznościowych jakoś tego nie robi.
Nie jest wcale powiedziane, że model płacenia za dostęp do niektórych usług portali społecznościowych jest skazany na porażkę (np. match.com, ancestry.com, linkedin.com, cognolink.com)
Masz rację. Podałeś jednak specyficzne serwisy:
match.com - usługi matrymonialne były od dawna płatne, zanim pojawiły się w sieci
linkedin.com i cognolink.com to serwisy dla profesjonalistów, które dają konkretną, przeliczaną na pieniądze wartość - np. możliwość znalezienia pracownika lub klienta.
ancestry.com - budowa drzewa geneologicznego... nie znam wyników tego serwisu, ale biorąc pod uwagę tematykę chyba nie są imponujące... co nie znaczy, że właściciel na nim nie zarabia.
A ja podam classmates.com, którego klonem jest nasza-klasa.pl. Pobiera opłaty, zdaje się zarabia, ale od giełdy dostali ostro po 4 literach. Wyceniani na 600-700 milionów zarobili tak mało, że właściciel (który zapożyczył się na 50MLN USD) wycofał się z IPO (wejście na giełdę).
I jak tutaj wierzyć w 15 MLD wycenę facebook.com, gdy o połowę mniejszy serwis z lepszym moim zdaniem modelem biznesowym nie był w stanie uzyskać 1/10 tej kwoty.
Poza tym wrzucanie wszystkich portali społecznościowych do jednego worka i przyrównywanie ich do raptem trzech typów lokali gastronomicznych jest zwykłą ignorancją.
Masz rację. Mój artykuł nie był wywodem naukowym, ale opisem odnoszącym się do gwiazd web 2.0, które akurat do jednego worka można z nielicznymi wyjątkami wrzucić.
W pewnym sensie Pana platforma też jest swego rodzaju serwisem społecznościowym. Czyżby wieszczył Pan sam sobie rychły krach? Nie sądzę.
Zgadza się. Ekademia.pl jest po cześci portalem społecznościowym, ale z przemyślanym modelem biznesowym, który nie opiera się na serwowaniu reklam, ale sprzedaży wiedzy osobom, które jej szukają - zgodność Chwilowego Stanu Emocjonalnego.
Facebook to kompletna platforma programistyczna z ponad 200 mln użytkowników. API Facebooka umożliwia każdemu stworzenie tzw. aplikacji, która może korzystać i wchodzić w interakcje ze wszystkimi profilami Facebooka. Od chwili powstania tej platformy powstało już ok. 12tys takich aplikacji.
Na razie jednak jest to system z ogromna baza uzytkownikow, nierynkową wycena na 15 miliardów dolarów i dochodami, które najprawdopodobniej uzasadniają wypowiedź Zuckerberga: "Nie wchodzimi teraz na giełdę". Użytkownicy i system to nie jest jeszcze biznes wart miliardy dolarów.
Proszę zauważyć, że krach dotcomów nie dotyczył pewnego rodzaju dotcomów, ale pewnego modelu biznesowego.
O tak. Wspominając dot.bomby pisałem o tyc, które nie zarabiały.
Podsumowując. To, co trzyma portale web 2.0 przy życiu dzisiaj to w wielu przypadkach duże doinwestowania, które nie miałyby pewnie miejsca, gdyby portale te próbowały swoich sił na giełdzie. Ponieważ jednak na razie trzymają się one z daleka od giełdy, nikt nie potrafi ich poprawnie wycenić.
Moim zdaniem wycenianie rozrywkowych portali web 2.0, których model opiera się na serwowaniu reklam na obecnym poziomie nie jest uzasadnione i skończy się źle... prawdopodobnie tylko dla inwestorów.
Niesamowitym i godnym pozazdroszczenia faktem jest zgromadzenie milionów użytkowników na jednym serwisie - czuję wobec takich osiągnięć szacunek - ale to nie jest jeszcze biznes o mocnych fundamentach, to są głównie koszty i szukanie sposobu na zarobienie.
Generalnie zgadzam się z tezami końcowymi zawartymi w liście, moża poza datowaniem krachu na 2010. Trudno jest mi się jednak zgodzić z logiką wywodu. Problem w tym, że jest on dość ogólnikowy. Dlaczego porównywać serwisy społecznościowe do barów, a nie do kasyn albo domów publicznych? Tu też mamy rozrywkę i możliwość spotykania nowych ludzi, a tzw. Chwilowy Stan Emocjonalny jest inny.
Nawet gdyby pozostać przy barach, nie widzę powodów dlaczego te serwisy nie mogłyby zarabiać na odpowiedniej reklamie skierowanej do takiego właśnie odbiorcy, np. jedzenie i picie to nie jedyne produkty oferowane w barach. Co ze stołami do bilarda, grami video, miejscami dla VIPów, sprzedażą płyt z logiem klubu (Ministry of Sound), pobieraniem opłat za wstęp, etc.
Innymi słowy, nie każda reklama w portalu społecznościowym jest skazana na porażkę. Sprowadzanie hipotetycznego asortymentu do sprzętu RTV oraz usług finansowych jest głupie. Reklama może podążać za Chwilowym Stanem Emocjonalnym i pokazywać np.: realne bary, napoje, wydarzenia czy wycieczki randkowe, muzykę, koncerty, produkty przydatne przy nawiązywaniu kontaktów, jak telefonów komórkowych (iPhone), etc. Oczywiście nie wszystkie portale to rozumieją, niemniej jednak chodzi o logikę wywodu, a nie stan faktyczny.
Poza tym porównanie jest trochę nie na miejscu, bo do pubu, dyskoteki, czy restauracji idziemy przede wszystkim wydać pieniądze na pewne podstawowe potrzeby i przy okazji dobrze się bawić. Nie idziemy tam po prostu spotkać ludzi czy porozmawiać (co często może nawet być trudne ze względu na hałas). Zaspokajanie podstawowych potrzeb trudno odnieść do virtualnego portalu, który raczej zaspokaja potrzeby społeczne, nie fizyczne. Nie jest wcale powiedziane, że model płacenia za dostęp do niektórych usług portali społecznościowych jest skazany na porażkę (np. match.com, ancestry.com, linkedin.com, cognolink.com)
Poza tym wrzucanie wszystkich portali społecznościowych do jednego worka i przyrównywanie ich do raptem trzech typów lokali gastronomicznych jest zwykłą ignorancją. Mamy serwisy społecznościowe niemal na każdy możliwy temat. Serwisy biznesowe, typowo spełecznościowe, pewnych mniejszości, zorganizowane według konkretnych produktów, czy służące pewnemu konkretnemu celowi.
Trudno określić, gdzie temin 'serwis społecznościowy' się kończy a gdzie zaczyna. W pewnym sensie Pana platforma też jest swego rodzaju serwisem społecznościowym. Czyżby wieszczył Pan sam sobie rychły krach? Nie sądzę.
Podobnie jeśli chodzi o porównywanie serwisów między sobą, np. Naszej Klasy z Facebookiem. Facebook to kompletna platforma programistyczna z ponad 200 mln użytkowników. API Facebooka umożliwia każdemu stworzenie tzw. aplikacji, która może korzystać i wchodzić w interakcje ze wszystkimi profilami Facebooka. Od chwili powstania tej platformy powstało już ok. 12tys takich aplikacji. Jako przykład mogę podać, że Friends For Sale (druga najpopularniejsza) w ciągu 4 miesięcy weszła na poziom 10mln odsłon na miesiąc. Samo CPM od tych odsłon pozwala na egzystencję i rozwój niewielkiej firmy. Jedna firma nie czyni Facebooka wartego 5mld dolarów, ale kilka tysięcy takich firm? Nasza Klasa przy tej skali to popierdółka.
Proszę zauważyć, że krach dotcomów nie dotyczył pewnego rodzaju dotcomów, ale pewnego modelu biznesowego. Wszystkie dotcomy ucierpiały, obojętnie czy były to serwisy społecznościowe czy sklepy internetowe. Niektóre przetrwały i obecnie bardzo dobrze prosperują. Podobnie będzie z serwisami społecznościowymi. Nie widzę powodu, żeby serwisy społecznościowe nagle z jakiegoś powodu czekał krach. To jest pojedynek na modele biznesowe. Większość chce zarabiać na reklamach, bo tak jest najprościej, i ten model doczeka największy przesiew. Duża część portali upadnie, ale na pewno nie wszystkie. Natomiast co do innych modeli to tu panuje duża niewiadoma, bo tak naprawdę ten biznes dopiero powstaje. Każdy nowy model biznesowy zarabiania na portalach społecznościowych w inny sposób niż poprzez reklamę jest eskperymentem. Nikt w tej kwestii nie jest wyrocznią, nawet Pan.
Dziękuję za interesujące komentarze. Ustosunkuję się do dwóch:
Mariusz Lach: nie wiem jednak, czy Pana spojrzenie nie jest ugruntowane tym, co działo się na rynkach nieruchomości (pompowanie bańki). Branża IT, jak na pewno Pan wie, to zupełnie inna bajka, a jej dynamika rozwoju daje pewne podstawy ku temu, by tak odważnie wyceniać część projektów.
Moje wnioski nie mają nic wspólnego z sytuacją na rynkach nieruchomości. Twierdzenia, że branża IT to coś innego słychać było przed 2000 roku. Padały z ust prezesów potężnych dot.comów, których już dzisiaj nie ma. Internet nie jest innym rynkiem, to tylko medium. Inwestorzy i biznesmeni zrozumieli to w 2000 roku, ale zdaje się zdążyli już zapomnieć.
Sytuacja dzisiejszych portali web 2.0 nie różni się niczym od sytuacji dot.comów, które upadły w 2000 roku. Brak sensownego modelu finansowego, ogromne wyceny, arogancja ("mamy domenę i ruch, nic nam nie grozi - 1999" = "mamy użytkowników, nic nam nie grozi - 2009").
Zarabianie na reklamie graficznej to nie jest model biznesowy, to ostatnia deska ratunku dla biznesów bez modelu.
Mariusz Lach: Chciałbym skupić się na potencjale i możliwościach - społecznościówy, typu NK, to znakomita segregacja targetu - mamy mnóstwo informacji o użytkownikach, na podstawie których możemy doskonale serwować kampanie. Jak to wygląda w praktyce to już inna kwestia...
Prezentuje Pan podejście demograficzne do klientów, które niestety nie uwzględnia Chwilowego Stanu Emocjonalnego i dlatego na dłuższą metę wiąże się ze spadającą skutecznością reklamy.
Przykład. Powiedzmy, że ma Pan około 30 lat, dobrze Pan zarabia i lubi muzykę, kupił właśnie nowe mieszkanie. Jest Pan idealnym klientem na dobrej jakości sprzęt Hi-fi. Jedzie Pan właśnie ze znajomymi na imprezę, jest 22:00. Mija Pan reklamę: "Za rogiem, super sprzęt Hi-Fi". Skręci Pan i kupi? Prawie na pewno nie. Po pierwsze, istnieje ogromna szansa, że nawet Pan nie zauważy tej reklamy, bo Pański mózg będzie skupiony na znajomych i imprezie, po drugie nawet jeśli ją Pan zauważy, to i tak jedzie Pan na imprezę.
Specjaliści od brandingu będą przekonywali, że Pan tą reklamę zauważy i kupi kiedy indziej, ale (1) nie da się tego udowodnić, (2) gdyby mieli rację, najlepiej zarabiającymi serwisami na reklamie byłyby portale a nie Google, które potrafi udowodnić ich skuteczność.
Bazyli Ćwiartek: Skoro już się rozpisałem, to muszę przyznać, że Piotr zaczynając od pomysłów poniżej krytyki - dla mnie np. była to sugestia, że banery powinny przypominać elementy systemu Windows (działo się to tak dawno, że już chyba nie prawda)
W marketingu najlepiej posługiwać się twardymi danymi, a nie przypuszczeniami. Bannery przypominające stronę www (zwłaszcza formularze) i elementy Windows są nadal najskuteczniejszymi. Bannery kreacyjne (flash itd.) nie mogą się z nimi równać, mimo iż koszt wytworzenia bannera flashowego to kilka godzin pracy grafika i copywritera minimum, a koszt wytworzenia bannera przypominającego formularz to 10 minut pracy copywritera.
Jeden z uczestników Internetowego Milionera puścił kampanię z bannerem zawierającym 4 fikcyjne listy rozwijane, kilka słów i tło w kolorze tła strony, na której się reklamował. Zero grafiki, zero kolorów. CTR w odniesieniu do unikalnych użytkowników - 40% !
A propos wzorców "hamerykańskich" - Allegro (eBay), Nasza-Klasa (Classmates), Onet i WP (Yahoo), Merlin (Amazon). Pokażcie mi jeden duży polski sukces, który nie jest zbudowany na podstawie wzorców "hamerykańskich".
Na wstępie dziękuję za zainteresowanie moją wypowiedzią.
Traktuję odbiorców pod kątem demograficznym, ponieważ nie bardzo wiem, w jaki sposób oprócz podziału na wiek i płeć można w tego typu serwisach owych odbiorców segregować. Chwilowy Stan Emocjonalny? No tak, tylko jak go określić w tym przypadku? Rozpiętość preferencji, zainteresowań jest tak ogromna, że jedyne, co przychodzi mi do głowy, to segregacja płeć + wiek (zakładając, że jedynymi posiadanymi danymi są dane metrykalne).
Przykład z barem - co by się stało, gdybym po prostu, posiadając wolny czas przechadzał się wspomnianą uliczką i zauważył reklamę? Wszedłbym. Kluczem w tym przypadku jest samo nastawienie, cel, który wyznacza nam dane działanie - udanie się do baru jest zazwyczaj z góry zaplanowane, jest celem samym w sobie. Korzystanie np. z n-k jest wynikiem poszukiwania celu. Logujemy się, ponieważ mamy wolny czas, możemy porozmawiać ze znajomymi - w ciągłej obecności reklam. Gdybym w tym momencie zauważył coś, na czym bardzo mi zależy (wspomniany sprzęt hi-fi) - skorzystałbym z oferty.
Piotrze, nie dyskutuję z tezą, że ludzie w to klikają tylko z faktem, że niewiele z tego wynika - poza irytacją . Chyba, że przeciętny klikacz jest zupełnie bezmózgi i łyka wszystko jeżeli tylko jest odpowiednio zapakowane. A byłoby to bardzo smutne.
Mam dość ambiwalentne odczucia. Chwilowy stan faktycznie może przejść jednym użytkownikom ale na ich miejsce przyjdą nowi, młodsi. Poza tym może przeminąć zainteresowanie tym czy innym dot.commem ale na jego miejsce pojawi się nowy - oferujący dokładnie to samo w innym opakowaniu. Formuły dla nowych commów z pewnością uda się znaleźć. Na przestrzeni ostatnich lat mozna było zaobserwować jak użytkownicy przechodzili z fotki do mixera z mixera do nk.
Poza tym trzeba też pamiętać, że takim molochom jak nk nie tylko reklama przynosi zyski. Zyski przynosi też sprzedaż wirtualnych gadżetów i są to zyski liczone w setkach tysięcy zł. Kreatywność w tym aspekcie jest nieskończona.
Faktem jest, że bańka puchnie. Ale ludzie którzy w tej chwili zarabiają miliony na największych społecznościówkach nie przejadają tych pieniędzy tylko inwestują je w nowe projekty, niekoniecznie społecznościowe. Tak czy owak krzywdy nie pozwolą sobie zrobić
Według mnie nie porozumieniem jest dzielić rozrywkowe portale na część rozrywkową i komercyjny tzw produkty twarde (np kredyty itp) To jest i głupie i śmieszne. Wynik jest prosty przy dużej popularność marne wyniki finansowe.
Z drugiej strony jakby miały te portale nic nie zarabiać to lepszy rydz jak nic .
Każdy widzi to tak : Nie opłaca mi się reklamować na społecznościówkach bo mała skuteczność.
Widzę to inaczej Zrobić taki system (produkt) żeby pasował do spolecznościowek bawil i zarabiał .
Na moje pierwsze odczucie:Piotrze masz w 100% rację.Jeśli chodzi o e-handel będzie wielkim zagrożeniem dla tradycyjnego biznesu, ze względu na koszty,wygodę dla użytkownika. Co do portali nie reklamowałabym się tam.Po co?
Od dawna mam podobne odczucia. Zdecydowanie przyznaję autorowi rację. A kryzys z pewnością będzie się jeszcze jakiś czas poglębial i wplywal na decyzje finansowe.
Tak Piotrze, przyznaję ci rację jeśli chodzi o bańkę-
niedługo pęknie – a już wkrótce nadejdą nowe
,,rewolucyjne,, rozwiązania w Webie, w rzeczy samej
jakie? A przeczytamy o tym w twoim następnym artykule!!
pozdrawiam
Leszek newspolska.ubf.pl
Nie ze wszystkim co napisał p. Piotr się zgodzę. Faktem jest, że duża część serwisów jest przeszacowana, nie wiem jednak, czy Pana spojrzenie nie jest ugruntowane tym, co działo się na rynkach nieruchomości (pompowanie bańki). Branża IT, jak na pewno Pan wie, to zupełnie inna bajka, a jej dynamika rozwoju daje pewne podstawy ku temu, by tak odważnie wyceniać część projektów. Zgodzę się, że ta dynamika przybrała zbyt wysokie wartości, jednak osobiście wieszczenie krachu, spowodowane w głównej mierze przeszacowaniem tak prędko nam nie grozi.
Nie zgodzę się również z tym, że model biznesowy, skierowany na osiąganie profitów z reklam jest błędem. Nie będę oceniał strategii obecnie przez większość stosowaną. Chciałbym skupić się na potencjale i możliwościach - społecznościówy, typu NK, to znakomita segregacja targetu - mamy mnóstwo informacji o użytkownikach, na podstawie których możemy doskonale serwować kampanie. Jak to wygląda w praktyce to już inna kwestia... Uważam jednak, że dopóki rynek reklamy rozwijał się będzie tak dynamicznie jak dotychczas, to nie widzę powodów do niepokoju.
Tego typu serwisów nie porównałbym do pubów czy barów, tylko do pokazu mody. Idziesz tam, aby spotkać się ze znajomymi, pooglądać coś nowego, miło spędzić czas. Będąc tam nie zapominasz jednak o swoich zainteresowaniach i prefeneracjach, widząc więc coś ciekawego jesteś w stanie bliżej się tym zainteresować. Serwisy "fotkowe" działają na wyobraźnię, choć to dość odważne, to powiedziałbym nawet, że wyostrzają zmysły. Dobre więc serwowanie reklam jest na pewno efektywnym rozwiązaniem.
Jest wysoce prawdopodobne, że Piotr ma rację. A ten okres kryzysu jeszcze sprzyja dodatkowo trzeźwiejszemu spojrzeniu na wyceny portali. Zobaczmy co się stało z wycenami nieruchomości. W USA to już tragedia. Ale wcześniej czy później każda napompowana bańka musi pęknąć. W portale społecznościowe pompuje się masakryczną kasę z nadzieja, że reklama na nich wyemitowana zwróci z nawiązką koszty. Nie zwróci ! W google analitics widać ile ludzi wchodzi na moje aukcje czy sklep klikając moją reklamę w NASZEJ-KLASIE. Mozemy zapomnieć, to już nie procenty, to promile. Prawdopodobnie Piotr ma zupełną rację wieszcząc upadki dot.comów.Ile można kasy pompować? Nawet giganci finansowi liczą teraz kasę, może i zwłaszcza oni. Ja malutki jakoś przetrwam.Zabezpieczyłem się dywersyfikując dochody. Przeżyję, biedniej może , ale przeżyję. Dodatkowo jeszcze tak sobie patrzę jak dysponowane są środki z dotacji europejskich. Portale typu społecznościowego , które w założeniu mają zarabiać na reklamie sa jak najbardziej mile widziane. Natomiast typowe e-biznesy, gdzie pracują LUDZIE, już nie... ciekawe prawda? Sempowicz Jerzy www.reloj.pl www.sempowicz.pl