Piotrze, czy możesz głośniej nagrywać swoje wideo, bo ja jestem przygłucha i bardzo trudno mi to słuchać.
Dobrze, że poruszyłeś sprawę praw autorskich, bo od jakiegoś czasu mam wątpliwości. O ile przy pisaniu artykułów archeologicznych nie mam problemów, bo uwzględniam przypisy oraz podaję literaturę, to w internecie nie jest to powszechnie przyjęte. Na ogół w blogach i na stronach internetowych nie ma mechanizmu wstawiania przypisów i mało kto powołuje się na autorów uzyskanej wiedzy. Ja staram się na końcu wpisów podawać literaturę, jeśli na jej podstawie napisałam chociaż część tekstu.
Uważam, że różnica między opracowaniem utworu a jego inspiracją jest bardzo płynna i można tutaj łatwo się potknąć. W Twoim komentarzu oraz w cytowanych przez Ciebie artykułach prawniczych, sprawozdanie jest zaliczone do opracowania, na które musi być wyrażona zgoda autora do jego publikacji. Tymczasem w Art. 2, który cytujesz (mam przed sobą publikację prawa autorskiego) sprawozdanie nie jest wymienione. Cyt.:
"Art. 2. 1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja jest przedmiotem prawa autorskiego...."
Nie ma tu mowy o streszczeniu, chyba że się mieści w zakresie słowa "przeróbka". Za to w Art. 25 mamy:
"1. Wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji [niestety nie jest dodane, że także w internecie, ale można się tego domyślać]:
[....] 3) przeglądy publikacji i utworów rozpowszechnionych,
[....] 5) krótkie streszczenia rozpowszechnionych utworów.
[....] 3. Rozpowszechnianie utworów na podstawie ust. 1 jest dozwolone zarówno w oryginale, jak i w tłumaczeniu".
Nie jestem prawnikiem, ale wydaje mi się, że zamieszczenie swojego streszczenia cudzych wykładów w internecie w świetle cytowanego przepisu jest dozwolone i pani Grażyna nie złamała prawa autorskiego, a autorzy szkoleń nie mogą tego zabronić.
Także zamieszczanie cytatów w swoim utworze jest dozwolone przynajmniej do pewnego stopnia i ja nie przekraczam tych ograniczeń w swoim opracowaniu modlitw o uzdrowienie wewnętrzne, które napisałam inspirując się książką amerykańskiej autorki, o czym wcześniej pisałam na blogu. Może tylko nie powinnam używać słowa "opracowanie", a inspiracja, ale dla mnie dotychczas było to to samo. Okazuje się jednak, że w prawie autorskim te dwa określenia oznaczają co innego. Chyba jestem przewrażliwiona na punkcie tego prawa autorskiego.