Kazimiera Żarek Blog

Kazimiera Żarek
Kazimiera Żarek
Subskrybuj
Twój E-mail:
Twoje Imię:

Co ma Młot Kowalski do Kociego Pazura?

Kazimiera Żarek

    Na zdrowy rozum – nic. Ale, paradoksalnie, w moim przypadku - dużo. Czy świadczy to o – niezbyt „obiecującym” - stanie mojego umysłu Uśmiech? To już pozostawiam biegłym psychiatrom Puszczenie oczka. Może jednak poniższe wyjaśnienie pozwoli im na obiektywną diagnozę…

    A szczególny mój przypadek – w maksymalnym uproszczeniu - przedstawia się tak oto: tytułowy podmiot pierwszy - Młot Kowalski - został w moich prywatnych archiwach odnotowany jako SPRAWCA totalnej DESTRUKCJI lewej dłoni, Koci Pazur natomiast – jej REKONSTRUKCJI. [Nie chodzi oczywiście o delikatny (choć ostry) pazurek sympatycznego domowego zwierzątka Uśmiech, lecz nieobcy zapewne większości roślinny lek z gigantycznych, południowoamerykańskich drzewiastych pnączy – znany również pod nazwą VILCACORA.]

    W tym miejscu postaram się w miarę dokładnie przedstawić przebieg zdarzeń, czyli materiał dowodowy na tak kontrowersyjny DYLEMAT TYTUŁOWY Puszczenie oczka.

    Było to w styczniu roku 2010. Siarczysty mróz, zaspy, okrutne zimno w domu, któremu jakoś zaradzić trzeba. Węgla w zapasach niewiele, uzupełnić drewnem by się przydało… Ale mam tylko trochę grubych pieńków – na dodatek trudnych do porąbania, strasznie twardych. Samą siekierą nie da rady, bo się blokuje w środku pnia. Trzeba jej - „na opamiętanie” Uśmiech - co chwila „przyłożyć” młotem właśnie. Bardzo ciężkim – kowalskim, inny nic by tu nie zdziałał… A takiego jedną ręką utrzymać nie sposób. Ustawiam więc pnie z zablokowaną w nich siekierą na podstawie w postaci większego – szerokiego pnia (w miarę stabilnie), a obiema rękami uderzam z góry młotem. I… w pewnym momencie pień z siekierą nagle bierze „kurs w bok”Puszczenie oczka, spadając z podstawy, a młot ląduje na mojej dłoni, którą – w nagłym, bezwiednym odruchu – usiłowałam zatrzymać spadający pień!

    I… ciąg dalszy nietrudno sobie wyobrazić. Potworny ból… wpadam do domu, ściągam rękawice (podwójne - przy prawie 30-stopniowym mrozie konieczne). Na szczęście jeszcze nie przylgnęły do świeżych ran. Posypuję dokładnie sproszkowaną vilcacorą (czyli owym Kocim Pazurem właśnie) „domniemane” miejsca największych obrażeń (na mrozie krwawienie nie pojawia się od razu). Po chwili jednak spod proszku wypływają strużki krwi. W zbyt realistyczne opisy wdawać się nie będę, o „skali zniszczeń” świadczył jednak obrzęk i zsinienie całej dłoni, a następnie ręki aż do łokcia. „Epicentrum” to palec wskazujący i środkowy – niemal dokładnie zmiażdżony…  [dość (!), obiecałam z „realem” nie przesadzać, a naturalistyczne opisy nikomu na dobre raczej nie wychodzą…]

    I… co dalej? Trwanie z dłonią w bezruchu jakieś 2, może 3 godziny i ponawianie dawek sproszkowanego Kociego Pazura – do całkowitego zatrzymania krwawień. Na dłuższy bezruch, przy natłoku codziennych obowiązków, pozwolić sobie nie mogłam.  A że potworny ból, jaki pojawił się tuż po zdarzeniu, nie dokuczał już (ustąpił po pierwszych dawkach zupełnie) – mogłam przejść nad tym do „porządku dziennego”. Oczywiście – z zachowaniem wymaganych środków ostrożności, by nie rozjątrzyć na nowo dopiero co zasklepionych ran. Zupełnie tego uniknąć – przy moim stylu życia –jednak się nie dawało. Stąd też czas kuracji do całkowitego wyleczenia, w tym rekonstrukcji zmiażdżonego środkowego palca, przedłużył się do 3 tygodni. Widoczne jeszcze ślady urazów zabliźniły się całkiem po miesiącu „z hakiem”.

    Jako najtragiczniejsze zapamiętałam pierwsze 3-4 dni, kiedy to każde przypadkowe rozjątrzenie ran skutkowało nie tylko ponownym krwawieniem, ale i oznakami charakterystycznymi dla ostrego zakażenia - z gorączką włącznie, a od tego… do tężca niedaleko [wspomniany na wstępie „sprawca”, czyli kowalski młot, sterylnie czysty Uśmiech wszak być nie mógł]. Ale zażywana dodatkowo vilcacora w kapsułkach udaremniła również rozwój zakażenia.

    To kolejny, z życia wzięty dowód, potwierdzający tezy naukowe o szczególnych właściwościach VILCACORY – m.in. odbudowującej DNA komórek, a co za tym idzie – umożliwiającej ich rekonstrukcję. Jestem przekonana, że gdyby nie te cudowne właściwości, czekałoby mnie długotrwałe leczenie szpitalne (ambulatoryjne - w najlepszym wypadku), z wątpliwymi skutkami i raczej nieuniknionymi powikłaniami, biorąc pod uwagę choćby konieczny czas oczekiwania na medyczną pomoc i postępujące w tym czasie groźne następstwa oraz… powszechnie znane przypadki dodatkowych szpitalnych zakażeń w postaci gronkowca czy innego tego typu paskudztwa. A o powrocie do „normalności” (w moim wydaniu Uśmiech - ma się rozumieć) jeszcze tego samego dnia mowy by nie mogło być (!)

    No to mam „zaliczony” drugi odcinek zapoczątkowanego pół roku temu „serialu” - vilcacorze poświęconego Uśmiech. O niedotrzymaniu obietnicy przypomniał mi niedawno jeden z nowych użytkowników serwisu Artelis.pl, gdzie również wspomniany odcinek pierwszy zamieściłam – ot tak, na próbę, z ciekawości, czy jako początkujący blogger na jakiekolwiek zainteresowanie liczyć mogę Uśmiech

    No i doczekałam się… "AKTU OSKARŻENIA" – w brzmieniu:

„Jeżeli to prawda,  że artykuł ten
nie jest formą sponsorowania jakichś tam mocodawców
- to serdeczne gratulacje i prośba o niezaniechanie tego tematu.
Przypomnę, że ZANIECHANIE to też PRZESTĘPSTWO Uśmiech!”

    By zatem uniknąć restrykcji z prawa stanowionego wynikających – muszę co prędzej nadrabiać zaległości, licząc przynajmniej na złagodzenie wyroku Puszczenie oczka

    A w sprawie domniemanych „mocodawców” – mojemu Oskarżycielowi – zgodnie z prawdą odpisałam:

    „…Co do ewentualnych „mocodawców” – wszystko jest do sprawdzenia: linki partnerskie (w przypadku dostępnej tego typu opcji w serwisie) zawsze mają swój charakterystyczny identyfikator w postaci numerka ID bądź osobistej nazwy (tzw. nick partnerski) użytkownika. Jak widać – w powyższym tekście tego nie ma. A dodatkowo na stronach wymienionych wyżej bezpośrednich dystrybutorów można sprawdzić, czy udostępnione w ramach ich serwisów programy partnerskie (byłaby stosowna – aktywna zakładka).”

    Całe to „zamieszanie” przypomniało mi dodatkowo o konieczności uzupełnienia mojej „monolitycznej” Apteczki Pierwszej Pomocy, której zapasy właśnie się wyczerpywały. Sprawdziłam więc aktualne oferty obu wyłącznych polskich dystrybutorów renomowanych firm „Swanson” i „NowFoods”. Aktualna oferta pierwszej firmy – dostępna pod linkiem: http://swanson.com.pl/produkty/wszystkie-produkty/ - akurat interesującej mnie VILCACORY nie zawierała (choć inne produkty nie mniej godne uwagi są).

    Za to sklep z produktami firmy „NowFoods” miał ją w swojej bieżącej ofercie, wycenioną na 43,90 zł za 250 kapsułek + koszty przesyłki 11,- zł. Ale ponieważ ze sklepu jest również link prowadzący bezpośrednio do Allegro – skorzystałam i… okazało się, że kilka sztuk było tam też wystawionych na jeszcze korzystniejszych warunkach [43,50 + 5,90 przesyłka]. Łącznie z kosztami przesyłki zapłaciłam zatem 49,40 zł, co daje niecałe 20 groszy za jedną kapsułkę. Dodatkowe (niewątpliwe) atuty przeprowadzonej transakcji to bardzo dobry kontakt mailowy i natychmiastowa wysyłka.

    Pokażcie mi tańszy, a jednocześnie bardziej skuteczny i wszechstronny lek (!)… przepraszam – SUPLEMENT DIETY Puszczenie oczka [tylko pod takim warunkiem może być wszak przedmiotem legalnej dystrybucji Puszczenie oczka… mniejsza o klasyfikację – WAŻNE, ŻE JEST!]…

    To na dzisiaj wszystko. Historyjek z tym związanych – dokumentujących kolejne naukowe tezy przykładami z mojego życia wziętymi - na długo mi jeszcze wystarczy. I jeszcze niejeden raz będę do nich powracać, licząc na - choćby nikłe – zainteresowanie Czytelników, którym się gorąco polecam na przyszłość Puszczenie oczka.

 

PS:  Uzupełnienie dodane 23.02.2012

A propos diagnozy psychiatrycznej, do której na wstępie – oczywiście z przymrużeniem oka - nawiązuję.

Przed chwilą odebrałam maila okazjonalnego, który przypomniał mi o dzisiejszych światowych obchodach - w tym przypadku nie żartobliwie, lecz na serio traktowanych.  Oto fragment zawierający istotną dla wielu informację:

Z okazji dzisiejszego Międzynarodowego Dnia Walki z Depresją oferujemy szerokie omówienie tego tematu, jak również możliwość zakupienia pakietów po mocno obniżonej cenie oraz warsztatów antydepresyjnych z rabatem…”

I nie mniej ważne uzupełnienie:Oferta wygasa 26.02.2012 w niedzielę!”

Po kliknięciu w tym miejscu znajdziesz „zajaw” niezwykle interesującego artykułu na ten temat z możliwością dostępu (po kliknięciu na tytuł) do całej jego zawartości oraz pozostałe szczegóły tej niecodziennej oferty.

Komentarze (0) | Dodaj komentarz | Edytuj | Usuń | poniedziałek, 20 luty 12, 16:55

Login/E-Mail:
Hasło:

Zapomniałeś hasła?

Nazwa użytkownika:  
E-mail:  
Hasło:  
Imię:  
Nazwisko:

 

Następne: „PRZECINKI NA MIEJSCA!”, czyli: „jak pozbyć się blokady przed pisaniem?”

Poprzedni: Zabawy Językiem Polskim, czyli… „Jak rozszyfrować kłamcę?” ;-)


Każdy może zdobywać, publikować i sprzedawać każdy rodzaj wiedzy na Ekademii. Znajdziesz tutaj darmowe i płatne kursy e-learningowe, e-booki, serwisy abonamentowe, płyty DVD i CD oraz wejściówki na szkolenia i konferensje.
Pomiń Najlepsze Programy PARTNERSKIE

Najlepsze Programy PARTNERSKIE

Pomiń Odpoczywaj ZA DARMO i zarabiaj

Odpoczywaj ZA DARMO i zarabiaj

Internetowa przepustka do darmowego wypoczynku
Zdobądź CERTYFIKAT nie wychodząc z domu
Sprawdź, jakie to proste Zadowolenie


Zastanowienie się A może by tak NA RYBY? Ale skąd wziąć Kartę Wędkarską Smutek ?

Tylko teraz - taaaka OKAZJA!!!
DARMOWY KURS WĘDKARSKI  Zadowolenie
umożliwiający legalne zdobycie KARTY WĘDKARSKIEJ

Pomiń Email Marketing PROFESJONALNY

Email Marketing PROFESJONALNY

Pomiń ZŁOTO - Remedium na inflację

ZŁOTO - Remedium na inflację