Choć należę do tych, co więcej wiedzy gromadzą niż jej wykorzystują, to usilnie pracuję nad zmianą tych proporcji. Studia mam już 25 lat za sobą, ale wciąż mam możliwość i przyjemność korzystania z wielu świetnych wykładów ludzi sukcesu, z których zawsze robię obszerne notatki, nawet po ciemku. Książki zaś czytam wyłącznie z żółtym zakreślaczem w ręku (oczywiście tylko swoje). Bardzo sobie cenię logiczne wywody i prezentacje oraz celne, lapidarne myśli, których mam pokaźny arsenał.
I co z tego? Sztuka dla sztuki? Być może moja wiedza jest spora, ale chyba jeszcze nie dość usystematyzowana, bo gdy spotykam się z ludźmi i pokazuję im możliwości tkwiące w dzisiejszym rynku (w branży e-commerce i prosumpcji), łapię się na zbytnim gadulstwie, często traceniu wątku i braku przejrzystości prezentacji.
Dlatego w mapach myśli widzę dla siebie jakąś szansę na poprawę tego co złe. Kiedyś zetknęłam się z tą koncepcją, dość pobieżnie, coś tam próbowałam stworzyć, ale chyba zbyt szybko się poddałam. No bo jak np. zapamiętać dzięki jednemu hasłu całą sentencję, cytat, w którym każde słowo jest ważne? Jak je zapisywać? Muszę nad tym popracować, ale to Ty Piotrze mnie zainspirowałeś, za co jeszcze raz dziękuję. Wiedza wykorzystana to potęga. A ja zawsze staram się kierować radą, którą kiedyś otrzymałam: "To, co wiesz, nigdy nie da ci tyle, ile to, czego nie wiesz, może cię kosztować". Albo to: "Rób to, czego większość ludzi nie chce robić, żeby potem móc robić to, czego oni nigdy nie będą mogli".
Pozdrawiam, Lidia Ratajczak





