Twój dług nikogo nie inspiruje, nawet Ciebie – czyli jak spłacić CENZURA dług?

Skoro czytasz ten artykuł, zapewne masz dług, który Ci ciążyalbo miałeś i nadal o nim pamiętasz. Czytaj dalej, bo zdradzę Ci sekret, który pomógł mi pozbyć się takiego właśnie długu.

Znam wiele osób, które mają dług, który niczym cegła (a często worek cegieł) nie pozwala im płynąć do przodu – ledwo utrzymują się na powierzchni raz to raz podtapiając siebie… i swoich bliskich.

Osoby takie zwykle porzucają ostatecznie wszystkie cele i marzenia, jakie kiedyś miały w życiu i zamieniają je na jedno, kluczowe i determinujące ich rzeczywistość marzenie:

POZBYĆ SIĘ <cenzura> DŁUGU!

We wrześniu 2008 r. zrobiłem największe Mocne Uderzenie w tamtej historii mojego biznesu. 120 tysięcy złotych w 9 dni. Mało tego. Poprzednie dało ponad 50 tysięcy, a kolejne wahały się między 20 a 50 tysięcy.

Wtedy, mając 25 lat, nie chodziłem po ziemi, ja lewitowałem myśląc sobie: „I’m the KING!”.

I wtedy, znikąd, pojawił się u mnie „doradca” z pewnego banku, którego nazwy nie wymienię, by nie przeklinać. I ten „doradca” dał mi 100 tysięcy linii kredytowej, której NIE potrzebowałem. Wziąłem „na wszelki wypadek”, z głupoty, bo „miałem wielkie plany”.

Jeśli sprzedajesz produkty fizyczne i te kwoty wydają Ci się śmiesznie małe – drobna uwaga – rentowność moich produktów łatwo przekraczała 80%.

Przyspieszone MBA za 350 TYSIĘCY ZŁOTYCH NETTO

Mając na koncie takie sukcesy sprzedażowe, oraz ponad 200 tysięcy gotówki, zacząłem „rozwijać biznes”…

Wynająłem 90m biuro w centrum i zacząłem zatrudniać ludzi.

Popełniłem w tym procesie najbardziej fundamentalny błąd w zatrudnianiu ludzi… A potem popełniłem mnóstwo jeszcze gorszych błędów w zarządzaniu nowym zespołem. Dlatego moim wspólnikiem jest dzisiaj geniusz budowania zespołów i struktur biznesowych Filip. Mówię na niego „polski Tim Cook… ale bez wstawania o 5 rano” ;-).

Do zatrudniania i zarządzania jeszcze wrócę.

Efekt?

31 grudnia 2009, rok po szalonym wzroście, wyglądał tak:

  1. zwolniona prawie cała, zatrudniona rok wcześniej, załoga. Zostały 3 osoby, które wkrótce też zwolniłem.
  2. zamiana 90m biura w centrum na 50m w sypialnianej dzielnicy
  3. 130 tysięcy zł linii kredytowej wykorzystanej na maxa
  4. 0 zł oszczędności
  5. ponad 3krotnie mniejszy dochód niż rok wcześniej.

W sumie. Dodając:

  1. wyrzucone w błoto ponad 100 tysięcy zł, które miałem na koncie we wrześniu 2008 r,
  2. 100 tysięcy linii kredytowej,
  3. 30 tysięcy drugiej linii,
  4. oraz spadek dochodów mimo większej sprzedaży takich samych produktów…

Zafundowałem sobie: przyspieszone MBA za 350 TYSIĘCY ZŁOTYCH NETTO.

Obity jak po spotkaniu z kibolami…

Zacząłem 2010 rok z jednym celem. Spłacić linię, SZYBKO.

A ponieważ „I’m the KING!”, mówiłem sobie i wszystkim:

„Zrobię to 1 strzałem. 1 kampanią. Zobaczycie!”

W końcu rok wcześniej zrobiłem 120 tys. brutto 1 kampanią, to teraz bez tych wszystkich obciążeń 130K netto to pikuś. 2010 rok był rokiem „zemsty” na wszystkich, którzy we mnie zwątpili.

Z takim nastawieniem w 2010 roku zarobiłem na czysto nieco więcej niż w 2008 r. – najlepszym do tej pory roku. Zaliczyło mnie to do 1,7% najlepiej zarabiających Polaków (wg. wynagrodzenia.pl).

Zarobiłem tyle, że powinienem był spłacić w całości przynajmniej linię na 100 tysięcy – bez obniżania standardu życia.

Znowu rządziłem. Przez większość 2010 r. wierzyłem, że: „Wróciłem do gry!”…

… NIE WRÓCIŁEM!

31 grudnia 2010 r.

  1. zwolniona prawie cała załoga. Zostały 2 osoby, które wkrótce też zwolniłem,
  2. 100 tysięcy linii kredytowej wykorzystanej na maxa,
  3. mniejsza linia cudem spłacona,
  4. 0 oszczędności,
  5. i przytyłem do tego tak, że prowadząc szkolenie w grudniu 2010 r. cały czas zasłaniałem sobie brzuch zeszytem A4. A na zdjęciu z wakacji w 2010 r. wyglądam jak mors atakujący pływającego w jeziorze syna.

Prawie nic nie spłaciłem MIMO 3 krotnie WIĘKSZEGO dochodu netto niż rok wcześniej!

„Co jest do CHOLERY? Co się stało. Przecież zarobiłem na czysto tyle kasy, żeby wszystko spłacić????? I jeszcze wyglądam jak mors!!!”

2010 r. wyrwał ze mnie pasję, marzenia i wielkie cele jak Sub Zero wyrywa kręgosłup ze swojej ofiary:

Dług WINS! Fatality!

Uwierzyłem też otoczeniu, które z politowaniem patrzyło na Piotrusia, który uważał się za geniusza biznesu. Uwierzyłem, że moje marzenia o zmianie świata na lepsze za pomocą połączenia edukacji i małej przedsiębiorczości, za pomocą Ekademii to utopia. Że się nie nadaję do dużych rzeczy.

Wmówiłem sobie też, że:

  1. że lifestyle biznes to jest mój sposób na życie – czyli biznes wymagający minimalnego zaangażowania, świadomie malutki, generujący pieniądze na bardzo wygodne życie i nic więcej,
  2. że spłacenie linii kredytowej to mój jedyny cel.

I chociaż straciłem wiarę, pasję i marzenia, nadal byłem dobry w tym, co do tej pory robiłem. Więc robiłem kampanie po 5 do 40 tysięcy, wszystko natychmiast wpłacałem do banku… i traciłem chęć pracy na miesiąc czy dwa czując, że jestem niewolnikiem banku.

Przez 3 lata zarabiałem mnóstwo pieniędzy, więcej niż 90-98% polskiego społeczeństwa (wg. wynagrodzenia.pl), ale nie potrafiłem spłacić śmiesznego długu, nie jeździłem na wakacje, nie miałem marzeń, zaczynałem nienawidzić swojej firmy i zaczęło mi to wszystko zwisać…

… aż na początku 2013 roku zrozumiałem!

Nie pamiętam co było powodem, ale zrozumiałem. A gdy zrozumiałem, to w ciągu kolejnych 12 miesięcy:

  1. wydałem kilkadziesiąt tysięcy złotych na podróże biznesowe do Londynu i RPA – w poprzednich latach byłem raz w Londynie w tanim hotelu na darmowej konferencji,
  2. wyjechaliśmy całą rodziną na drogie, 11dniowe wakacje w Rzymie, Wenecji i Paryżu,
  3. kupiłem różne nowe sprzęty,
  4. spędzaliśmy różne okazje z żoną w pięknych hotelach w Polsce i Londynie,
  5. zarobiłem na czysto WIĘCEJ niż w 2010 roku (MIMO tych firmowych wyjazdów i kupionych na firmę sprzętów).
  6. i SPŁACIŁEM CAŁY <cenzura> DŁUG!

W 2013 roku wydałem więcej na rozrywkę niż w poprzednich 3 latach razem wzięte, wróciły wszystkie marzenia, cele i wiara moich najbliższych, że potrafię… i spłaciłem dług.

Co zrozumiałem na początku 2013 roku?

  1. Że nikogo, łącznie ze mną, mój dług nie inspiruje i tak długo, jak moim głównym celem będzie po prostu jego spłacenie i wrócenie do dawnego życia, nigdy go nie spłacę.
  2. Że zamiast tego, co robią i myślą wszyscy ludzie ze „złym długiem”, trzeba myśleć, mówić i działać inaczej.

Jak spłaciłem <cenzura> DŁUG?

jak_splacilem_dlug

UWAGA: wymagany jest wielki rozsądek, jeśli Twój dług poważnie zagraża Twoim finansom. To nie są rady finansowe. Skonsultuj swoje kroki z zaufanymi osobami, które mają wiedzę nt. finansów.

Krok 1. Przestałem zakładać, że spłacę dług szybko – nawet jeśli miało mi się to udać (i udało), ważne, że PRZESTAŁEM tak myśleć.

Krok 2. Przestałem skupiać się na długu – spłata długu powinna być nieistotnym wydarzeniem na drodze do prawdziwego sukcesu. Wiem, łatwo mówić… ale ja to przeszedłem, a poniżej masz cytat, który też to potwierdza:

dr Charles Richards, Psychologia dostatku

„Psychologia dostatku”, dr Charles Richards

Krok 3. Zacząłem inwestować więcej w rozwój, networking i edukację nawet jeśli miało opóźnić to spłatę długu.

Mimo tego, że spłaciłem do maja połowę długu, kupiłem bilet VIP za pełną cenę na MMI, gdzie nawiązałem współpracę z organizatorami, następnie wydałem kilka tysięcy na lot do RPA, gdzie nagrałem wywiady z gwiazdami National Achievers Congress. Zainwestowałem w siebie, zwiększyłem dług… ale między innymi dzięki temu go spłaciłem.

Krok 4. Postanowiłem odpoczywać, postanowiliśmy wyjechać na zagraniczny urlop, nawet jeśli miało to zwiększyć dług. Brak wakacji sprawiał, że czułem się jak chłop pańszczyźniany. [UWAGA: Ponownie, bądź rozsądny. Odpoczywaj za kwoty, które Cię nie zrujnują.]

Krok 5. KLUCZOWY: Odrzuciłem wszystkie cele w stylu „zarobić milion złotych”, „kupić sobie wielki dom” i zamiast tego zacząłem stawiać cele INACZEJ!

Jak INACZEJ?

Zdradzę na Make The Change

Jak myśleć, mówić i stawiać cele, które przyciągną do Ciebie ludzi z kapitałem, Klientów, pomoc ludzi, którzy dotąd Cię ignorowali, wsparcie partnerów i nawet opatrzność.

Pamiętasz błędy o zatrudnianiu i zarządzaniu, które kosztowały mnie 350 tysięcy złotych? Razem z Filipem opowiemy o nich również na Make The Change oraz pokażę WŁAŚCIWY MODEL zarządzania zespołem.

A inaczej stawiane cele i zarządzanie to tylko 2 z wielu tematów, jakie omówimy na seminarium.

„Przyjedź na Make The Change!

Zmień swój biznes, swoje życie i przyszłość!”

P.S. A jeśli jesteś w tak ciężkiej sytuacji, że Cię nie stać, to znajdź kogoś, kogo stać, niech on/ona pojedzie i potem Ci wszystko opowie.

Autor: Piotr Majewski Pomysłodawca Ekademii. Od 2000 r. pomaga przedsiębiorcom zarabiać więcej wykorzystując Internet. Autor bestsellera "Czas na e-biznes".
  • Piotr

    Po przeczytaniu tego zrobiło mi się trochę … przykro? smutno? refleksyjnie? … bo to część tego działa się na moich oczach, a myślałem, że kolejne lata (2010-2013) inaczej u Was wyglądały.

    Sam popełniłem wiele błędów przy zatrudnianiu ludzi i współpracy z różnymi osobami… aż w końcu wyczyściłem totalnie wszystko… i zacząłem zupełnie od zera budować zespół i nowe oblicze firmy.

    Przez wiele obaj przeszliśmy w ostatnich latach…

    Zawsze intuicja podpowiadała mi, że coś z tymi celami finansowymi i konsumpcyjnymi jest nie tak. 9 lat zajęło mi przejście od poszukiwań „po omacku”… w obszarze zarządzania strategicznego czy marketingu… do ostatecznego odkrycia co jest tym „zaginionym składnikiem”.

    Potwierdzam, że to, o czym mowa w ostatnich artykułach i w planie szkolenia Make The Change to święta prawda. Bez tej wiedzy trudno jest dziś zbudować Wymarzony Zespół czy w ogóle Wymarzony Biznes… a na pewno bez tego nie da się zbudować Wymarzonego Życia.

    Życzę wszystkim, żeby udali się na to szkolenie, zanim zrobi to ich konkurencja.

  • Joanna Łukaszewicz-Bernady

    Jakże inspirujące, trafiające do środka słowa. Zgadzam się, że aby ruszyć wewnętrzne zasoby, potrzeba czegoś bardziej porywającego i inspirujacego niż dług.
    Podziwiam i dziękuję za szczerość z jaką piszesz, na pewno łatwiej też pisać, gdy te ciężkie kawałki drogi ma się już za sobą i można komuś pokazać drogę.

    Wartość współpracy to jest temat, który od dłuższego czasu macha do mnie zza rogu. Widzę, jak wiele obaw i trefnych przekonań miałam/mam wokół tego tematu. Temat kiedyś wydawał mi się trudny, pracochłonny, okupiony dużym ryzykiem, że wszystkie spółki kończą się kłótniami i rozpadem. Pamiętam, jak kilka lat temu spotykałyśmy się w grupie kilku dziewcznyn, rozmawiając o marzeniach, wymyślając wielkie rzeczy. Miałyśmy ochotę na współpracę, ale wiedziałyśmy, że dobrze by było wszystko idealnie poustawiać prawnie, aby potem nie było kłótni i nieporozumień. Ale ponieważ żadna z nas nie potrafiła tego zrobić, to temat się rozlazł jak i zresztą nasze spotkania. Nikt się nie pokłócił :), ale też nic się nie zadziało, bo nie podjęłyśmy ryzyka. A do tej pory w życiu chyba wszystkie wartościowe rzeczy się zadziały, gdy podjęłam ryzyko. To oczywiście nie było jakieś gigantyczne ryzyko, ale zwykle się takie wydawało, jak każde wchodzenie w nieznane. Teraz czas na kolejne. Już nie mogę się doczekać seminarium Make The Change, chociaż dobrze, że ten czas jest i można się lepiej przygotować :).

  • Tomasz Smieszkol

    ciekawe… zawsze miałem wrażenie, ze kreujesz swój wizerunek na człowieka sukcesu. a teraz pokazujesz zupełnie inną stronę… czuję się troszeczkę… jakby oszukany.

    • http://www.czasnaebiznes.pl/ Piotr/Peter Majewski

      Rozumiem Cię. Na pocieszenie mogę dodać, że w kwestii wyników finansowych przez wszystkie te lata jednak odnosiłem sukcesy – nawet z linią żyłem lepiej niż większość społeczeństwa. Sęk w tym, że przestało mnie to na pewien czas bawić, a stało się pracą/walką – w tym sensie nie był to pełen sukces.

    • Joanna Łukaszewicz-Bernady

      Gdzieś tam z boku chyba warto pamiętać, że nawet jeśli nie jesteśmy idealni w tym czymś, lub odbiegamy od naszego wyobrażenia sukcesu, to możemy być krok albo nawet świat drogi przed tymi, którym w jakiś sposób możemy pomóc, nauczyć, pokazać.
      I to można obserwować na tak wielu polach. Sama często sobie myślę, jak jeszcze długa droga (pewnie do końca życia) przede mną, w tych tematach, które mnie interesują, jak kontakt z ciałem, czy życie pełnią siebie. Dopiero, czasem wyjście poza swój nos uświadamia mi, jak wiele osób mogłoby sobie pomóc, gdyż dany temat u nich raczkuje. Albo inne osoby pokazują mi, że to co mam, do czego się przyzwyczaiłam, jest i może być cenne dla innych. A, jak już w którymś artykule o tym tutaj czytałam, dopiero ucząc innych zaczynamy wchodzić w temat naprawdę głęboko, czego sama nie raz doświadczyłam. Rola nauczyciela też daje pewne przywileje i dostęp do nowych obszarów. Czasem prowadząc zajęcia mówiłam takie rzeczy (one przepływały przeze mnie), że sobie nie raz żartobliwie myślałam – chyba to zapiszę albo nagram, i będę samej sobie puszczać w sytuacjach, gdy jestem w zupełnie innej roli, w swoim życiu i kompletnie o czymś zapominam :).

    • Dariusz Młynarski

      A ja nie czuję się oszukany. Przeciwnie, wiarygodność Piotra po takim wyznaniu znacząco wzrosła. Obserwuję CNEB prawie od początku jego istnienia i jak sobie to teraz uświadamiam, właśnie koło 2008 roku Piotr zaczął sprawiać wrażenie, jakby mu nieco sodówa do głowy uderzyła. Życie sprowadziło go na ziemię i dzięki temu skierował myślenie na znacznie, moim zdaniem, lepsze tory. Szacunek za wyznanie i z dystansem traktowanie swojej osoby i działalności.

      Sam jestem na takim zakręcie. W marcu tego roku pojechałem na MMI czując instynktownie, że trzeba mocniej grzebnąć w mózgu. Od tego czasu w mojej bańce dzieją się interesujące rzeczy. Czuję, że dzisiaj, po przeczytaniu tegoż wyznania kolejny puzelek wpadł na swoje miejsce.

      Przez czas jakiś myślałem (jeszcze myślę) kategoriami „pozbycia się problemów” czy wręcz walki o przetrwanie. I cały czas mi to, q….a, nie pasuje. Właśnie smaruję na tablicy tok myślowy mający na nowo zdefiniować, po co właściwie to robię – w kategoriach WARTOŚCI DLA ŚWIATA / LUDZI, w kategoriach nadrzędnego celu, który mnie kręci bardziej niż spłacanie linii kredytowej.

      I tak coś czuję, że pomimo zadłużenia pojadę w tym roku na wakacje ;)

      BTW, jeśli się ma z kimś współpracować i od kogoś się uczyć, stanowczo wolę kontakt z kimś kto zaliczył glebę i wstał, a najlepiej popełnił już wszystkie możliwe błędy, niż z „miszczem świata” przekonanym o swoim geniuszu jeszcze przed popełnieniem prawdziwego błędu.

      Piotr – dzięki!

      PS. Obydwaj mieszkamy w 3mieście – może spotkalibyśmy się któregoś słonecznego poranka na kawie z widokiem na morze i pogadalibyśmy? Szukam kontaktu z ludźmi podobnie myślącymi. co Ty na to?

      • Michał Greń

        Dokładnie Darku, w moich oczach Piotr nabrał jeszcze większego zaufania niż dotychczas. Przyznanie się do błędów i porażek uważam za akt dojrzałości i szczerości. Jest to coś w rodzaju obnażenia siebie przed innymi.

        Sam przechodziłem przez takie same etapy i zrozumiałem, że myślenie i skupienie się na spłacie długów wcale ich tak szybko nie spłaci. Jedynie odskocznia, czyli skupienie się na celach przyjemniejszych i rozwojowych daje możliwość spłaty zobowiązań. Oczywiście jak to było wspomniane, wszystkie „przyjemności” nie mogą być kolejnym gwoździem do trumny, ale rozsądnie przemyślane.

        Ja wprowadziłem dużo ruchu, spacery, rower i zmieniłem myślenie o długach i problemach na myślenie o sprawach, które sprawiają mi przyjemność i pomagają być bardziej efektywnym w wykonywanej pracy, co zaczyna się przekładać na zarobki.

        Na dzień dzisiejszy udało mi się zamknąć kilka kart kredyt i kilka drobnych kredytów, z którymi miałem ciągle problemy od kilku lat. Pozostało jeszcze trochę, ale światełko w tunelu jest już coraz większe :P

        Ja również jak Piotr, w swoim towarzystwie wykreowałem siebie jako człowieka pozytywnego, zawsze uśmiechniętego, szczerego i otwartego na innych. I gdy ktoś zwierza mi się ze swoich problemów z bankami a ja mu opowiadam co ja przeszedłem i jak udało mi się stanąć na nogi, to nieraz ludzie są w szoku, bo myśleli, że ktoś taki jak ja to nigdy nie miał problemów.

        To tyle :)

        Pozdrawiam

    • Anna

      Tomaszu a kto to jest człowiek sukcesu? :-) No przecież też człowiek, który popełnia błędy i je naprawia. No aż nie wierzę, że tak napisałeś. Ludzie sukcesu nie raz się potykali, zanim odnieśli sukces.. Patrz ile ludzi odniosło sukces i nagle stoczyło się w dół, już nie powróciło na wyżyny.. Sukces to jest dosięgnąć naprawdę głębokiego dna i z doświadczeniem, siłą podnieść się na nowo, nawet jeśli to znaczy budowanie wszystkiego na nowo..

  • http://netblogergroup.pl/ Daniel Janik

    Super art. Warto przystanąć i poświęcić chwilę na przeczytanie (powtarzam przeczytanie, nie przeskanowanie :)) w całości. A potem zastanowić się co należy zmienić w swoim podejściu do biznesu, a może nawet życia. Dzięki Piotrze!

  • http://www.czasnaebiznes.pl/ Piotr/Peter Majewski

    Bez przesady. Sam podjąłem taką decyzję i sam sobie to zrobiłem. Nikt mnie do niczego nie zmuszał. A moja niechęć do tego banku wynika akurat z czegoś innego – z podejścia do Klienta… chociaż u nich to raczej z małej litery jest klient.

    • Nikodem Mikołaj Morpheus

      I tak i nie – chodzi mi o fakt, że pożyczyli Tobie pieniądze, których nie mieli de facto – ale Ty już oddawałeś im zupełnie realnie zarobione przez siebie pieniądze. Gdybyś oddawał im pieniądze pożyczone od kogoś innego to nie wyszedł byś na tym za dobrze. Oni robią to zupełnie legalnie. Co bynajmnie dalekie jest od pojęcia uczciwie, albo etycznie. Sorry za wyrażenie, ale to jest kurewski system dojenia ludzi, którzy osiągnęli cokolwiek w życiu. Niczym się nie różnią od mafii pod tym względem. Może poza tym, że rzadziej ich zamykają w więzieniach.

      • http://www.czasnaebiznes.pl/ Piotr/Peter Majewski

        OK, chodzi Ci o samą ideę pieniądza. No fakt, nawet mojemu 8letniemu synowi tłumaczę, że pieniądze to pożyteczna, ale iluzja.

        • Nikodem Mikołaj Morpheus

          Yep, w końcu wiadomo, że podjąłeś decyzję podjarany sukcesami, a bank to wykorzystał i na papierze wszystko gra. Ale to tylko kolorowy papier.

  • http://www.czasnainwestowanie.pl/ Łukasz Nowak

    Kredyt obrotowy pozwala fruwać. Nieraz nawet bardzo wysoko o ile jak każde zadłużenie umie się go wykorzystać do generowania przychodów. Pożyczanie pieniędzy ma sens jeśli dzięki temu zarobisz więcej niż koszt długu razem z odsetkami. Czyli pożyczanie pieniędzy żeby pojechać na wakacje mija się z celem…
    Tyle teorii
    W praktyce bywa jednak tak, że wakacje za pozyczone pieniądze zaowocują nowymi perspektywami, pomysłami, znajomościami, których efektem może być lepsza praca, większa sprzedaż. Ale jest też ryzyko, że nie zaowocują niczym poza miesięczną ratą do spłaty.

    Dawno temu wziąłem kredyt na auto (niemal dwukrotnie większy niż sama cena pojazdu). Niezbyt rozsądne finansowo rozwiązanie. Żona w ciąży. Umowa o pracę ważna jeszcze 3 miesiące. Studia zaoczne w trakcie. Ale zrobiłem to. Za gotówkę, która mi została po zakupie auta – kupiłem nowy komputer i oprogramowanie do tworzenia grafiki i stron internetowych. Od tego czasu dzięki właśnie temu komputerowi zarabiałem na miesięczną ratę i opłaty za Internet. Później także stało się to moim źródłem utrzymania. Fakt. Nic samo się nie robiło. TO ja uczyłem się projektować strony, zdobywać klientów etc. Bez auta i komputera pewnie jeszcze do tej pory próbowałbym odłożyć miesięcznie jakąś kwotę, aby kupić wymarzony samochód…

    Ocenianie decyzji finansowych pod kątem „dobre” „złe” lub „mądre” „niemądre” może być niekiedy bardzo trudne. I zdecydowanie zależy od perspektywy czasowej. Może okazać się po latach, że bez tych doświadczeń, które miałeś nie osiągnąłbyś innych rzeczy.

  • Patryk Sarka

    Podoba mi się ten artykuł, ponieważ pokazuje jak błędne wnioski można wyciągać z lekcji życia. Pokazuje również jak duży dług jest do zapłaty gdy się manipuluje ludźmi.

    Piotr z precyzją iluzjonisty skupia uwagę na wybranych aspektach biznesu i pomija wiele podstawowych kwestii.

    Biznes to nie jest jedno rozdanie kart, jedna magiczna sztuczka, jeden trick – jedno mocne uderzenie, czy jedna ZMIANA jak promował się Barack Obama. Pamiętacie slogan CHANGE. YES WE CAN.

    Dług nie został spłacony. Ten artykuł pokazuje co najwyżej wyliczenie, że zarobione pieniądze na tym produkcie będą za rok

    długiem…

    Nie da się robić z ludzi powielaczy.
    Nie da się pokazać komuś wolności, ładując mu łopatą do głowy kolejne zniewolenia.
    I tak dalej, i tak dalej.

    Wszystko wraca, kwestia tylko czasu.
    Fajnie, że szukasz wyjścia z tego w co się wplątałeś, więc Nie idź tą drogą – MAKE THE CHANGE

    • http://www.czasnaebiznes.pl/ Piotr/Peter Majewski

      > jak duży dług jest do zapłaty gdy się manipuluje ludźmi.

      A kto manipulował ludźmi?

      Mam wrażenie, że nie przeczytałeś ze zrozumieniem artykułu, albo nie ja nie zrozumiałem Twojego komentarza.

      > Biznes to nie jest jedno rozdanie kart, jedna magiczna sztuczka, jeden trick

      Przecież o tym jest ten artykuł, poprzednie i wiele innych aż do 1 artykułu z 2000 r. Choćby: http://www.czasnaebiznes.pl/a/e-biznes-3-kliknieciami

      > Dług nie został spłacony

      Czyj dług nie został spłacony?

      > Ten artykuł pokazuje co najwyżej wyliczenie, że zarobione
      > pieniądze na tym produkcie będą za rok długiem…

      Przeczytałeś artykuł ze zrozumieniem?

      • Patryk Sarka

        Tak jak napisałem podoba mi się ten artykuł.

        Pisząc pełniej (o co prosisz), artykuł pokazuje, że Ty, tak jak i każdy inny właściciel firmy, stale uczysz się prowadzić biznes na podstawie prób i błędów.

        To właśnie jest biznes – stała droga rozwoju, której nie da się ująć jednym przepisem, jednym trickiem. Biznes nie jest zamkniętym i zdefiniowanym pudełkiem – to stała droga rozwoju tak jak droga życia.

        Ja, (powtarzam, ja) czytając ofertę Make The Change mam wrażenie jakby ktoś chwalił się, że zna przepis „jak żyć”.

        W rzeczywistości, gdybyś wyczyścił ofertę z manipulacji, jej sens byłby w tym stylu:


        Make The Change

        Ja i Filip zastanawiamy się jak prowadzić biznes.
        Za nasze przemyślenia chcemy 80 000 zł (200 miejsc x 400 zł).
        Zapraszamy Cię byś przyszedł i tego posłuchał zajmując jedno z miejsc za 400 zł.
        Over.

        Nie bój się gdy przychodzi do Ciebie prawda, bo tej prawdy sam stale szukasz.

        Zazwyczaj jest ona inna niż nam się wydaje. Ale jeśli będziesz potrafił poszerzyć swoje horyzonty, zobaczyć coś więcej, poczujesz się bardziej prawdziwy i bardziej spełniony.

        Dla mnie oferta MTC manipuluje, bazuje na ludzkiej naiwności, ogranicza świadomość czytającego. Sam nie jesteś w stanie zapewnić tych rzeczy o których piszesz w tej ofercie, ponieważ nie wiesz nic o kliencie, który przyjdzie tego posłuchać.

        – Na jakim jest etapie rozwoju?
        – Jak zweryfikować czy to mu pomogło?
        – Czy to go nie zabije?
        – Czy wielomilionowy biznes to nie za dużo, skoro 100 tys zł wpędziło Ciebie w takie kłopoty?

        Skoro oferta bazuje na ludzkiej naiwności to nie da Ci spełnienia.
        Znowu zostanie dług.
        Ten dług.

        Zanim coś stworzysz pamiętaj by proces tworzenia poprzedziła PRAWDA.
        Gdybyś w tej ofercie ujął prawdę:

        :/:
        Drogi nieznajomy.

        Ja i Filip zastanawiamy się jak prowadzić biznes.

        Uważamy, że to co mamy do powiedzenia warte jest 80 000 zł i chcemy to sobie udowodnić.

        Jeśli chodzi o ciebie (kliencie) to nie wiemy nic o tobie ale i też nie potrzebujemy tej wiedzy. Mamy swoją wiedzę.

        Nie wiemy czy ta koncepcja jest dobra dla Ciebie ale i mnie pewien bank nie pytał czy 100 tys zł jest dobre dla mnie, więc nie ma to znaczenia.

        “Przyjedź na Make The Change!
        Zapłać i zajmij jedno z miejsc na sali.”

        Tyle mogę w Prawdzie zaoferować.
        :/:

        odczułbyś prawdziwe spełnienie…

        Rozumiem, że tym razem chciałeś postawić na inną intencję, ale wyszło jak zawsze.

        Ten komentarz powstał dla świadomego czytelnika, poszerzając temat z różnych stron. Dziękuję za przeczytanie.

        • Joanna Łukaszewicz-Bernady

          No i dupa blada, napisałam taki długi wpis, tyle przemyśleń, od serca i w ogóle i coś mi sie kliknęło, i wysztko zgasło. Wezmę za to odpowiedzialność, miałam wątpliwość, czy pisać aż tyle, aż tak szczerze, po co i dla kogo, i że to w sieci już zostaje. No to nie ma. Już nie powtórzę tego, to był mój flow.

          Patryku, a dlaczego wydaje Ci się, że wiesz lepiej jaka jest PRAWDA Piotra niż on sam twierdzi.
          Skąd wiesz, jaka jest jego recepra, na ile ogólna, na ile szczególna?

          Dlaczego sądzisz, że powinien on znać odpowiedzi na wszystkie pytania, które zadajesz? To tak jakby zastanawiać się, czy kogoś wyleczyć, bo pojedzie wtedy w góry, może złamie nogę a może coś gorszego się stanie.

          Nie piszę w imieniu Piotra, ale na podstawie swoich przemyśleń i obserwcji na przestrzeni lat.

          Poza tym Piotr napisał, że mimo długu (nie on jeden ma kredyt) całkiem nieźle funkcjonował, cały czas prowadził działalność, miał dochody, chociaż mniejsze niż w innych latach, utrzymywał siebie i rodzinę, miał też czas dla tejże. Już samo to jest sukcesem dla wielu osób, którym trudno utrzymać siebie i rodzinę. A że Piotr ma wyższe standardy, chce wiekszej swobody, więcej radości z pracy, więcej czasu i więcej sensu, tylko dobrze dla Piotra i dla wszystkich tych, których może poprowadzić dalej.

          Często chodzimy na szkolenia nie tylko po wiedzę, ale też po inspirację, kontakty, energię, rozrywkę, dobry czas. Często nie jesteśmy świadomi własnych głębokich potrzeb i motywacji. Często idziemy po wiedzę, ale potem odkładamy ją na później, nie chce nam się, nie potrafimy, albo po prostu nie chcemy, bo boimy się zaryzykować, że może napracujemy się a nic z tego nie wyjdzie. Czasem idziemy na szkolenie, bo wydaje nam się, że to wystarczy i będzie zamiast tego codzienniego działania i pracy. Czasem też nie chcemy przyznać, że jest teraz w naszym życiu czas na coś innego, albo potrzebujemy kogoś innego jako nauczyciela. Albo że potrzebujemy zaufać bardziej temu właśnie nauczycielowi, no ale to też ryzyko i zastosowanie się do wskazówek.

          Też jestem przekonana, że jeśli uczciwie i autentycznie tworzymy ofertę, to rezonuje ona z tymi, którym faktycznie może coś pomóc, zadziałać. Pewnie nigdy w 100%, albo właśnie w 100%, zależy od podejścia.

          Piotr zawsze mówi, że lubi współpracować z przedsiębiorcami, bo oni
          najczęściej wdrażają jego wiedzę i mają efekty. Stara się zniechęcać
          tych, którzy nie są gotowi, albo mają wyobrażenia o złotych strzałach.

          Na końcu zgadzam się, że jeśli oferta jest zbyt magnetyczna, może nas zaczarować na tyle, że tracimy kontakt z tym, co nam potrzebne i czego faktycznie chcemy :). No ale właśnie tytaj wracamy do tego, czy jest ona spójna z tym, co w produkcie czy usłudze faktycznie jest, czy jest prawdziwa, autentyczna.

          Eh, zanowu długo, chociaż mniej i trochę inaczej. Może to za chwilę wykasuję. Lubię rozmawiać z ludźmi, ale nie zawsze lubię jak po kilku latach wisi dalej mój stary wpis.
          Pozdrawiam.

          • Patryk Sarka

            Bardzo dobry wpis, który nie wymaga komentarza.

            Ze swojej strony chciałbym jedynie rozjaśnić moje stanowisko.
            Moje uwagi zawarte w komentarzu dotyczą WYŁĄCZNIE treści oferty. Jakości, Prawdy ale wyłącznie w ofercie MTC. Stąd użyte sformułowania:

            „czytając ofertę Make The Change…”
            „Dla mnie oferta MTC…”
            „w tej ofercie ujął…”

            Komentarz nie dotyczy samego szkolenia, czy tego co na tym szkoleniu będzie. Nie komentuje również ogólnie osoby Piotra jak i ogólnie jego pracy, szkoleń, rodziny itp.

            Komentarz ukazuje drugą stronę oferty.

            Ja zarzucam tej ofercie zawężenie świadomość czytelnika do ewentualnych korzyści, które są bardzo niepewne, a przedstawione w taki sposób jak 100% gwarancja.

            Przykład:
            „Jak zbudować wielomilionowy biznes dający Ci również szczęście, czas i wolność decydowania o swoim życiu?”

            Czy to Piotr, czy Filip, nie mają takich kompetencji.
            Piotr – nie ma wielomilionowego biznesu i jeszcze takiego nie zbudował.
            Filip – z materiałów wynika, że nie budował on takiej firmy a jedynie objął stanowisko prezesa w jakiejś firmie.

            Dlatego dla mnie oferta nie jest Prawdą, może inni widzą w niej swoją „prawdę” lub chcą ją widzieć na siłę.

            Piotra znam osobiście i podziwiam go za ODWAGĘ, którą reprezentuje w wielu swoich projektach.

            Wiem, że lubi wyzwania bo każde wyzwanie rozwija, daje doświadczenia, a te doświadczenia wykorzystujemy dalej w lepszym życiu. Zakładam więc, że i teraz tak będzie.

        • http://www.czasnaebiznes.pl/ Piotr/Peter Majewski

          Skupiając się na faktach.

          PATRYK SARKA: „Piotr z precyzją iluzjonisty skupia uwagę na wybranych aspektach biznesu i pomija wiele podstawowych kwestii. Biznes to nie jest jedno rozdanie kart, jedna magiczna sztuczka, jeden trick”

          Dziwny zarzut w kontekście tego, że 1 i 2 mój artykuł z początku mojej działalności, czyli z 2000 r. mówiły właśnie o tym, że biznes wymaga zaangażowania.

          1. http://www.czasnaebiznes.pl/a/nie_ma_pieniedzy
          2. http://www.czasnaebiznes.pl/a/sa_pieniedze

          Oferty moich bestsellerowych produktów Internetowy Milioner i Obrzydliwie Bogaty podkreślały to samo, nie wspominając o wielu artykułach w ostatnich latach (nie dniach, miesiącach, ale latach).

          Szczególnie rozbawiło mnie porównanie mnie do iluzjonisty w kontekście artykułu: “Iluzja szybkich pieniędzy.” z 11 czerwca 2012 roku (2 lata temu) który właśnie taką iluzję rozbraja: http://www.czasnaebiznes.pl/a/iluzja-szybkich-pieniedzy

          Innymi słowy coś Ci się na mój temat wydaje, ale niewiele ma to wspólnego z faktami… przy czym to może być moja wina – może za mało wyraźnie te fakty podkreślam.

          PATRYK SARKA: „artykuł pokazuje, że Ty, tak jak i każdy inny właściciel firmy, stale uczysz się prowadzić biznes na podstawie prób i błędów”

          Przecież mój sukces wynika właśnie z tego, że stale się uczę, popełniam masę błędów i dzięki temu przekazuję Klientom sprawdzoną w Polsce wiedzę, a nie teorię skopiowaną 1-1 od Amerykanów.

          Jednak w przeciwieństwie do “każdego innego właściciela firmy”, wydaję fortunę na edukację i świadomie testuję, co robię. Robię tak od 2000 r. i zawsze się tym szczyciłem. Więc w czym rzecz? W tym roku na 1 szkolenie wydałem więcej niż zarabia rocznie typowy Polak, by tego typu wiedzę potem przekazać za pieniądze, na które typowy Polak może sobie pozwolić – może dlatego też nie zarabiam jeszcze na rękę miliona rocznie, bo swoje produkty i usługi sprzedaję znacznie poniżej wartości.

          PATRYK SARKA: „Ja, (powtarzam, ja) czytając ofertę Make The Change mam wrażenie jakby ktoś chwalił się, że zna przepis „jak żyć”.”

          Wiesz, i ja i Filip od kilkunastu lat związani jesteśmy z bardzo dochodowymi biznesami, które sprawiały i sprawiają nam frajdę, a Klientom pomagają (do tego wrócę). Mamy od wielu lat też rodziny, dzieci, decydujemy o sobie, swoim czasie i jesteśmy szczęśliwi. Zdarzały nam się słabe okresy, ale z nich wyszliśmy i dzięki temu bardziej doceniamy nasz dobrobyt.

          Więc tak, znamy nasz (niekoniecznie uniwersalny!) przepis na to, jak wspaniale żyć i zwykle udaje się nam go stosować. Jeśli masz takie same wartości jak my (rodzina, wolny czas, wartościowy biznes sprawiający frajdę), to chętnie Ci go zdradzimy. Ale nie taki jest główny wątek Make The Change.

          Make The Change dotyczy przede wszystkim budowania wartościowego biznesu, sprawiające frajdę, który będzie jednym z fundamentów szczęśliwego życia. Mamy na taki model biznesu – bo go stworzyliśmy.

          PATRYK SARKA sugeruje: „Ja i Filip zastanawiamy się jak prowadzić biznes. Za nasze przemyślenia chcemy 80 000 zł (200 miejsc x 400 zł). Zapraszamy Cię byś przyszedł i tego posłuchał zajmując jedno z miejsc za 400 zł.”

          W skrócie:

          —–
          Ja i Filip WIEMY, jak prowadzić dochodowy i trwały biznes – równocześnie cały czas się uczymy i zastanawiamy, jak prowadzić go LEPIEJ.

          Zaktualizowałem ofertę o FAKTY to potwierdzające: http://www.ekademia.pl/szkolenie/MakeTheChange
          —–

          PATRYK SARKA: „Nie bój się gdy przychodzi do Ciebie prawda”

          Na razie piszesz albo nieprawdę, albo domysły bez podstawy, albo oczywistości, o których trąbię od 14 lat – wystarczy przeczytać moje artykuły i oferty, a nie wrzucać mnie do jednego worka z cwaniakami i oszustami od różnych systemów zarabiania.

          PATRYK SARKA: „Sam nie jesteś w stanie zapewnić tych rzeczy o których piszesz w tej ofercie, ponieważ nie wiesz nic o kliencie, który przyjdzie tego posłuchać.”

          Po pierwsze – nie jestem sam, mam Filipa Nowickiego za wspólnika. Po drugie to kolejne, błędne założenie. ”Każdy inny właściciel firmy” faktycznie nie wie, komu sprzedaje. Ale nie my.

          Cały marketing i oferta jest napisana tak, aby przyciągnąć konkretne osoby. Przedsiębiorców – zwykle 30letnich i starszych, zwykle w biznesie od lat, którzy chcą robić biznes lepiej. To trzon moich Klientów – w 2004 r. taki był profil mojego typowego Klienta i w 2014 jest taki sam – sprawdziłem, bo wiem jak. Pisze w taki sposób oferty i artykuły, aby docierać do osób z konkretnym zestawem wartości – np. tych, którzy wiedzą już, że szybko można zrobić wiele rzeczy, ale nie trwały i wartościowy biznes.

          To się nazywa Direct Marketing.

          Ilu przedsiębiorców zna tak bardzo swoich Klientów? Niewielu – wiem to, bo od lat prowadzę w tym zakresie warsztaty.

          Oczywiście przyjdą też inne osoby (np. nastawione na szybki sukces), ale to ich własna decyzja – nie mogą powiedzieć, że ich zachęciłem, bo takie osoby ZNIECHĘCAM.

          PATRYK SARKA: „- Na jakim jest etapie rozwoju?”

          Ma biznes, zwykle od kilku lat. Zwykle nie ma pojęcia o zasadach, którymi my się kierujemy albo nie potrafi ich wdrożyć – wiem to z wielu warsztatów i szkoleń.

          PATRYK SARKA: „- Jak zweryfikować czy to mu pomogło?”

          Typowy mój Klient kupuje ode mnie przez 4 lata mając na większość produktów 30dniową gwarancję satysfakcji (korzysta mniej niż 2%) i na ŻADEN produkt nie ma obligatoryjnego abonamentu. Więc typowemu Klientowi to pomaga. Oczywiście nie wszystkim, bo nie wszyscy stosują się do zaleceń. Większość też nie chwali się rezultatami.

          PATRYK SARKA: „- Czy to go nie zabije?”

          Jeśli radzimy coś, co jest ryzykowne, jasno to podkreślamy – jak np. rady dot. zarządzania finansami w powyższym artykule.

          PATRYK SARKA: „- Czy wielomilionowy biznes to nie za dużo, skoro 100 tys zł wpędziło Ciebie w takie kłopoty?”

          Moje kłopoty okazały się urojone – tj. wynikały z nieracjonalnego zachowania i niewłaściwego pojmowania własnej sytuacji. W najgorszym okresie mojego biznesu, nadal zarabiałem na czysto 2 razy więcej, niż przeciętny Polak. Trudno nazwać to obiektywnymi kłopotami.

          PATRYK SARKA: “Przykład: „Jak zbudować wielomilionowy biznes dający Ci również szczęście, czas i wolność decydowania o swoim życiu?” Czy to Piotr, czy Filip, nie mają takich kompetencji. Piotr – nie ma wielomilionowego biznesu i jeszcze takiego nie zbudował. Filip – z materiałów wynika, że nie budował on takiej firmy a jedynie objął stanowisko prezesa w jakiejś firmie.”

          Znowu założyłeś coś z góry. Tak się składa, że mój biznes został wyceniony już w 2010 r. na 5 MLN zł przez Warszawski VC – nie kontynuowałem jednak rozmów nie będąc na nie gotowy i nie mając odpowiedniego wspólnika. Więc mój biznes już od dawna jest warty wiele milionów, nawet jeśli tyle mi nie zarabia co roku.

          Po drugie, dlatego moim wspólnikiem jest Filip, który współtworzył od początku i od zera, a potem przez 5 lat zarządzał i podwoił biznes kilkudziesięciomilionowy z 200 pracownikami i kilkuset współpracownikami.

          Tak więc Filip ZBUDOWAŁ wielomilionowy biznes, ale nie sam, bo takich biznesów nie buduje się samemu. Ponadto Filip osobiście kierował wdrożeniem produktu, który generował MILION ZŁ ZYSKU rocznie. A fakt, że dostał stery całej firmy do ręki na 5 lat świadczy tylko o tym, jaki miał wkład w ten biznes.

          Mało tego. Każdy z nas uczył się od oraz konsultował biznesy wielomilionowe – ja np. doradzałem takim biznesom w PL mając wgląd w szczegółowe dane finansowe. Filip uczył się bezpośrednio od gigantów swojej branży – a potem sam uczył w filiach tych firm na świecie:

          VNR – niemieckie wydawnictwo założone ponad 30 lat temu przez Normana Rentropa. Firma o obrotach ponad 100 mln euro rocznie. Obecna także w Austrii, Szwajcarii, Polsce, Rumunii, UK, Francji, Hiszpanii, Rosji. Produkty na rynku B2B i B2C.

          Agora Inc. – amerykańskie wydawnictwo o obrotach ponad 200 mln USD. Poza USA obecna także w UK, Francji, RPA, Australii. Produkty B2C.

          Nie mówimy o dostępnych publicznie kursach i szkoleniach, ale o zamkniętych szkoleniach dla partnerów biznesowych z dostępem do szczegółowych danych finansowych.

          Więc WIEMY, jak WIELOMILIONOWE biznesy działają, jak są budowane – wiemy to z pierwszej ręki, a FIlip do tego współtworzył i zarządzał takim biznesem przez wiele lat.

          Ja mam do tego wieloletnie doświadczenia, jak budować biznesy od zera z minimalnym wkładem, do pewnego poziomu – do poziomu, w którym wymagają większego zespołu. W tym momencie doświadczenie Filipa jest niezbędne.

          —–

          Za jedną rzecz Ci dziękuję. Uświadomiłeś mi, że nie wszyscy mnie znają i nie wszyscy wiedzą, że mówię prawdę i uczę rzeczy sprawdzonych i działających. Dlatego znacznie rozbudowałem właśnie ofertę Make The Change o bardzo konkretne informacje na temat mój i Filipa – łącznie z jego tożsamością. Zdradziłem też fakty na mój temat, których nigdy nie publikowałem.

          • Patryk Sarka

            Faktycznie dokonałem błędu w obliczeniach.

            Już wiem dlaczego dodałeś informację, że „To, czego możemy Cię nauczyć, warte jest przynajmniej 100 000 zł…” a nie jak sądziłem 80 000zł.

            Omyłkowo policzyłem tylko miejsca standard (200 miejsc), nie uwzględniając miejsc VIP (50 miejsc). Faktycznie całość projektu warte jest przynajmniej 100 tys zł (uwzględniając miejsca VIP).

  • http://www.ekademia.pl/blog/nie-blagier Kazimiera Zarek

    Nie wierz OTOCZENIU, które uparcie (złośliwie niekiedy) twierdzi, że nie nadajesz się do niczego. Nie wierz też sobie – AUTOSUGESTIA o własnych ograniczeniach i niemożności ich przekroczenia działa DESTRUKCYJNIE – podobnie, jak wspomniane wcześniej – szydercze otoczenie…

    To wnioski, które warto mieć zawsze na uwadze, zwłaszcza w dopadających nas nierzadko stanach rozpaczliwej desperacji. Trwanie w niej nie przybliża do przezwyciężenia trudności, wręcz przeciwnie – jest totalnie paraliżujące.

    Dlatego, choć czasem „nadawanie sensu i znaczenia naszemu życiu”, traktowane jako ABSOLUTNY PRIORYTET (niekoniecznie przed wymarzonym „dobrobytem”, ale – niedoścignioną dla wielu w tym kraju normalnością życia), w skrajnych przypadkach wydaje się wręcz niemożliwe – nie mamy innego wyjścia… ;-)

    To PUENTA z lektury powyższych wynurzeń – z nieco innej perspektywy widziana niż większości dyskutantów. Ale myślę, że dla wielu przydatna… :)

  • http://www.czasnaebiznes.pl/ Piotr/Peter Majewski

    Nie krytyczne, po prostu anonimowe komentarze oraz te z linkami automatycznie wpadają do moderacji.

  • Pingback: Pocztówka z Mongolii DariuszMlynarski.com()

  • Mirosław Skwarek

    Święte słowa Sylwek